*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział szósty*

*Dnia poniedziałek, 3 listopada 2008 o godzinie 20:24:58 *

*Mam tylko 6 komentarzy. *

*komentarze [6]*

Zgadnij, dla kogo.

Severus przekręcił klucz w zamku i pchnął kolanem ciężkie drzwi. Z podłogi wzbiły się tumany kurzu powodując nagły atak kaszlu chłopaka. Dom był pusty. Już od dawna, odkąd tylko Eileen umarła. Kiedy zaczął ją bić mąż ta znosiła to ze względu na dziecko. Nie chciała odchodzić nie mając grosza przy duszy, ani kogoś, u kogo mogłaby się zatrzymać na jakiś czas. Miarka przebrała się ponad dwa lata temu, kiedy podczas kłótni pijany Tobiasz przypadkowo zranił syna nożem. Następnego dnia słuch po nim zaginął. Eileen otruła swojego męża i porzuciła ciało w bardzo odległym miejscu. Zmarła kilka miesięcy później, a formalnie nadal żywy, choć nigdy nie odnaleziony, Tobiasz został jedynym opiekunem chłopca, który odtąd mieszkał sobie spokojnie w Spinner’s End. Od tamtej pory chłopak imał się różnych dorywczych zadań, by zatrzymać dom i by móc kupować za coś podręczniki i inne potrzebne do szkoły rzeczy.
Przeszedł do salonu, a kroki odbijały się cichym echem od ścian. Tam nie było lepiej. Każde nowo odkryte butem miejsce witało go tumanem kurzu. Tańczące drobinki wpełzały wszędzie. Jednym, szybkim szarpnięciem zdarł biały materiał z sofy. Kolejna szarawa fala, opadająca powoli w przesmyku światła i zobaczył kanapę. Cała zakurzona, lecz zachęcająco wyglądająca… minie jeszcze wiele godzin zanim na nią opadnie.
Snape westchnął ciężko, kiedy przed oczyma stanęła mu wizja wielu godzin ciężkiej pracy, by doprowadzić dom do stanu używalności. Gdyby mógł używać magii uporał by się z bałaganem w parę sekund. Gdyby. Lecz wtedy w mgnieniu oka na progu pojawiłby się jakiś namolny urzędnik wypytujący o ojca.
Chwycił za rączkę kufra i zaczął wciągać go po schodach. Pieprzone zakazy pieprzonego ministerstwa. Chłopak zakaszlał krótko, kiedy kurz opadł na jego włosy i ramiona. O tak. Na początku weźmie się za górę.
Stanął w drzwiach pokoju, który zamieszkiwał przez ostatnie kilka lat. Pachniało długo niewietrzonym pomieszczeniem i stęchlizną. W wazonie na parapecie widniało kilka nie rozpoznawalnych już kwiatów. Słońce zalewało pokój przez prześwity w okiennicach oświetlając wiszące na ścianie zdjęcia i plakaty. Severus dopadł okna i otworzył je na oścież zachłystując się świeżym, czerwcowym powietrzem. Pomieszczenie rozświetliło się i odkryło przed światem swoje najmroczniejsze zakamarki. Całą wschodnią ścianę pokrywały książki o najróżniejszej tematyce, jednak przeważała tam czarna magia, eliksiry oraz mugolska chemia. Duże, dębowe, masywne biurko stało tuż przy oknie, a pod warstwą kurzu dostrzec można było stare gazety i papiery. Każdy wolny kawałek ściany pokrywały schematy, przepisy, plakaty lub zdjęcia. Severus z Lily. Lily na polanie. Wysoki, platynowy blondyn obejmujący ramieniem czarnowłosego ślizgona. Lily w lesie. Lily na parapecie z Severusem. Mnóstwo zdjęć.

***


Posprzątanie domu zajęło mu cały wieczór, przedłużyło się o noc i skończyło na popołudniu następnego dnia. Severus opadł zmęczony na kanapę i momentalnie objęły go ramiona Morfeusza. Jednak nie długo zaznał spokoju. Obudziło go delikatne głaskanie po czole. Otworzył oczy zdezorientowany. Na brzegu kanapy siedziała dziewczyna. Światło rozpalało jej włosy do czerwoności i odbijało się w jej zielonych oczach. Snape uśmiechnął się, szczęśliwy.
-Dzień dobry, Lily
-Mamy piętnastą, głuptasie- mruknęła Evans przejeżdżając palcem po nosie chłopaka
-Sprzątałem.
-Ach tak... Powiedz mi, lubisz pierniczki?

***


Cholerna Lily. Zachciało jej się cholernych pierniczków. W lipcu!
Siedzieli na kuchennej podłodze z kawałkami ciasta we włosach, rozpiętymi spodniami i wydętymi brzuchami. Zdaje się, że właśnie pobili rekord świata w jedzeniu pierniczków. Lily tłumacząc się dietą w okresie świąt zażyczyła sobie pieczenia pierniczków. Po wcześniejszym wspólnym maratonie po sklepach w poszukiwaniu produktów zabrali się za przygotowanie słodkości. Nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie dmuchanie w mąkę i obrzucanie się ciastem. Ale najlepszą zabawę mieli przy ozdabianiu. Lily dorobiła się czerwonych serduszek z lukru na całej twarzy, a Severus zawadiackich wąsów z gorzkiej czekolady. Roześmiani zaczęli zajadać gorące jeszcze pierniczki bez opamiętania po czym padli na podłogę obżarci na potęgę i bez sił.
Obudził się, trochę przed południem, kiedy coś zaczęło stukać w okno. Podniósł się gwałtownie uderzając głową w szufladę ze sztućcami, które wysypały się robiąc straszny hałas.
Lily poderwała się z niemniejszą gracją uderzając w szufladę.
-Coś się dzieje? – zapytała szeptem marszcząc czoło.
-Sam nie wiem- Warknął, rozcierając sobie tył głowy i spojrzał na okno. Za szybą stała zwyczajna, brązowa sowa, z małym liścikiem w dziobie.
Powoli wstał. Miał kiepskie przeczucia. Ptak upuścił pergamin na wyciągniętą dłoń i zanim chłopak zdążył się zorientować, odleciał.
Na pergaminie widniało kilka napisanych pośpiesznie słów:

Przygotuj się na jutrzejszy wieczór.
LM




Głos Lily brzmiał jak przez mgłę.
-Sev? Wszystko w porządku? Pójdziemy na górę?
Podniósł wzrok i uśmiechnął się z błyskiem w oku.
-Pewnie, jeśli tylko zniesiesz moje towarzystwo



*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział piąty*

*Dnia poniedziałek, 28 lipica 2008 o godzinie 00:28:40 *

*Mam tylko 10 komentarzy. *

*komentarze [10]*

Dedykuję Aluś, bo to zwyczaj, bardzo ją kocham, a może za tydzień o tej porze będę w pociągu do niej,




i Kasi, bo ma wielkiego kota xD Wiem, dziwny powód ^^.




W każdym bądź razie, to dla Was, wszystkich, którzy mają do mnie cierpliwość.







Severus wyszedł z klasy po ostatnich w tych roku zajęciach i skierował swe kroki na błonia. Tam rozłożył się pod starym dębem i zapatrzył w niebo. Postanowił podarować sobie transmutację z tą cholerną wiedźmą McGonagall i skorzystać trochę ze wspaniałej pogody. Poczuł ciepło na swoich polikach, słońce raziło jego czarne oczy, zmuszając go do zmrużenia ich. Myślał. O sobie, o przyszłości i przeszłości, o godzinach i minutach, o czasie i szczęściu. Nie zauważał poruszających się niemiłosiernie sekund, układających się w minuty... Ocknął się dopiero, kiedy głowa Lily opadła mu na podołek, a zielone oczy dziewczyny napotkały jego.
-Za dużo myślisz, Sev. Przyda ci się trochę rozrywki.
-Rozrywki? Jestem cholernie rozrywkowy.- odparł chłopak odsuwając pasemko włosów z twarzy Lily.
***

W tym momencie rozległ się dzwon kończący ostatnią lekcję i na błonia wylegli uczniowie piątych klas, z maruderami na czele. Huncwoci usiedli wygodnie pod murami zamku rozmawiając o czymś zaciekle nad kawałkiem starego pergaminu. Syriusz przeciągnął się rozejrzał wokoło. Skupił wzrok na czymś, co wydawało mu się złudzeniem i rzucił coś do przyjaciół wskazując im parę rozmawiającą pod drzewem.
-To Lily!- stwierdził oszołomiony Remus- ale dlaczego leży na…
-Smarkerus- warknął James wyciągając różdżkę z kieszeni
***

- Kocham cię, Sev. Mogę cię pocałować?- zapytała Evans dotykając twarzy chłopaka
- Tak – odparł po chwili i pochylił się.
Dziewczyna sięgnęła po pocałunek. Po nektar, który stawał się coraz ostrzejszy wraz z mocniejszym naciskiem warg. Czuła zimno bijące od jego ciała. Wywoływało to u niej dziwne uczucie biegnące od szyi, kręgosłupem w dół.
***

Różdżka upadła w trawę
-Zabije cię, skurwysynu- warknął Rogacz wpatrując się w całującą się parę.
***

Express Hogwart zatrzymał się z głośnym gwizdem na peronie numer 9 i ¾ na dworcu King Cross w Londynie. Stęsknieni rodzice szukali wzrokiem swych pociech po blisko rocznej przerwie wśród tłumów dzieci i młodzieży. Część z nich tęsknym wzrokiem patrzyła na pociąg, którym jechali po raz ostatni zostawiając przeszłość za sobą.
Na Lily czekali już rodzice, którzy mocno przytulili córkę, gdy tylko wyszła z pociągu. Wysiadający za nią Severus tachający ich kufry i klatki z sowami spojrzał na nich smutno.
Chłopak wrzucił kufer i klatkę na wózek przytachany przez państwo Evans, podczas gdy ona tuliła się do matki. Ojciec podziękował Severusowi skinieniem głowy i objął ramieniem córkę.
-Choć kochanie, czas na nas- powiedział z zamiarem odejścia.
-Zaczekaj!- powiedziała Lily i odwróciła się do Severusa.
Chłopak utkwił w niej spojrzenie czarnych oczu
-Do zobaczenia jutro. Przyjdę do Spinner’s End.- Wyszeptała mu do ucha i pocałowała go namiętnie.
Gdzieś niedaleko dało słyszeć się grzmot upuszczonego z pewnej wysokości szkolnego kufra należącego do pewnego brązowookiego gryfona.


*Napisane przez Yvonne*

*Informacja*

*Dnia czwartek, 26 czerwca 2008 o godzinie 21:40:15 *

*Mam tylko 1 komentarzy. *

*komentarze [1]*

Piszę szybciutko, bo czas mnie goni.
Nie mam internetu i nie będę go miała jeszcze przez jakieś dwa tygodnie. Jednak produkuje się i jak tylko uciułam coś na kafejkę (bo zawsze przecież są ważniejsze wydatki...) to migiem wrzucę od razu z dwa rozdziały.
Nie dostałam się do Topolówki.
Jestem totalnie załamana, chcę umrzeć w spokoju, więc nie wiem kiedy będę chciała ruszyć się z domu, ale... pozdrawiam was wszystkich. Trzymajcie się, miłych wakacji.

I jeśli kiedyś powrócę do świata żywych... szykujcie się na wiele zdarzeń. Emocjonujących.

*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział IV*

*Dnia piątek, 13 czerwca 2008 o godzinie 21:26:28 *

*Mam tylko 9 komentarzy. *

*komentarze [9]*


Ah, no ba, że nowy szablon ^^




Cute?




Po prawej można oglądać zrzuty ekranów, poprzednie odsłony (na razie tylko jedna) i szukam skrytpu umożliwiającego zmianę skórek. Zna ktoś taki? Ktokolwiek?




Kuuupcie mi fretkę! Albo kunę.




Trochę dłuższa niż ostatnio. Dla Aluś, która ma zepsuty komputer, dla mnie, za to że się nie dostanę do żadnego liceum. Dla wszystkich czytelników (których mam na pęczki i dla kogoś, kogo nie mogę mieć. B.


***

-Zabezpieczyłeś się?
Poruszyłam TEN problem.
Jak gdyby nigdy nic.
No, ale musiałam się dowiedzieć. Nie chcę skończyć, jako piętnastoletnia samotna matka.
To byłby KONIEC.
Znów zachciało mi się śmiać. Wyobraziłam sobie nasze dziecko.
(Merlinie, pomyślałam: nasze. Nie moje i Severusa, nasze!)
Jego mina najwyraźniej sugerowała, że moje słowa do niego nie dotarły.
***

Ale że co?
Pytanie zawisło w powietrzu. Oboje tkwiliśmy w idealnej ciszy. W końcu oblizałem wargi.
-A Ty?
Głupie pytanie- pomyślałem. No pewnie. Od dawna planowała wycieczkę do mojego dormitorium w celach prokreacyjnych.
-Nie.
-Ja też nie.
***

Przygryzł wargi. Zawsze to robił, kiedy jego myśli biegły w zbyt szybkim tempie.
-Zaraz wrócę- powiedział.- A ty się lepiej ubierz. Jest jeszcze wcześnie, ale ktoś może akurat wracać, a wtedy…
Nie dokończyłem. Wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą.
***

Wstałam. Dziwnie było chodzić po dormitorium (zwłaszcza cudzym) i szukać resztek swoich ubrań. Nie było tego za dużo. I nic nie nadawało się do ubrania. Stanik porwany, koszulka bez guzików, za to w strzępach. No tak. Rozejrzałam się i mój wzrok padł na dużą, rzeźbioną szafę stojącą przy łóżku Severusa. A co mi tam.
***

Severus wparował do dormitorium bez pukania i zastał Gryfonkę grzebiącą w jego szafce nocnej. Rzucił mały flakonik na łóżko i spojrzał na Lily spod uniesionych brwi.
Wiedziała, że nie może paradować po Ślizgońskich komnatach w porwanych ciuchach, wpadła więc na nietypowy pomysł.
-Evans, co Ty masz na sobie?! To moja koszu… - zaczął Snape, lecz przerwał w połowie. Niepokorne kosmyki Lily spadały jej na ramiona i ginęły pod przydużą, białą, szkolną koszulą. Przewiązała ją w pasie jego krawatem, bo koszula, mimo że wielka ciągle się podwijała. Złośliwość rzeczy martwych.
-Moje rzeczy są, yhm, zepsute. Co to jest?- Zapytała wskazując na buteleczkę, którą Sev rzucił na łóżko.
-To powinno nas uchronić przed konsekwencjami wczorajszej nocy.
-Powinno?
-Nigdy nie działa na pewno. Kiedy ostatnio miałaś okres?
Zadał to pytanie lekkim tonem, ale dziewczyna poczuła się onieśmielona.
-Za tydzień powinien mi się zacząć.
-Jeśli nie to wypij to. Nie jest smaczne, ani przyjemne w zapachu, ale prawie całkowicie skuteczne. Jeśli będziesz go miała to i tak wypij eliksir. Na wszelki wypadek. Tylko nie pij tego wcześniej niż 3 dni po terminie!
-I będzie po wszystkim?
-Jeśli w ogóle coś się wydarzyło.
-Pocałuj mnie.
***

Nieodpowiednie pytania. Spontaniczne odpowiedzi.
***

Pocałunek nienawiści.
Zgody.
Przyjaciół i największych wrogów.
Zawstydzonych Kochanków.
Daj się ponieść skrzydłom nastrojowości, gdy minie pełna pożądania noc… Gdy zostanie tylko blask w oczach drugiej osoby…
***

Merlinie, Lily! Ledwo się powstrzymuję żeby nie powtórzyć minionej nocy. A ona mi tu z takim tekstem. Pochyliłem się.
***

Wygrałam.
Poczułam na ustach delikatny pocałunek. Pod względem subtelności przypominający ten pierwszy… niezapomniany.
***

Odsunęli się od siebie.
-Co teraz?- zapytała dziewczyna
Chłopak wzruszył nagimi ramionami.
-Nie wiem. Poczekamy tydzień.
-Nie pytam o to. Co będzie z nami?
-Nie wiem. To tajemnica.
Ślizgon wyciągnął się na łóżku, na którym po chwili położyła się też dziewczyna. Wtuliła się w jego pierś. Pachniał migdałami.
-Sev?
-Mhm?
-Kocham cię
-Mhm.
Lily odwróciła się i usiadła okrakiem na Severusie. Dotknęła jego nagiej klatki piersiowej. Zaczęła ją delikatnie masować. Severus zamruczał.
-Nie możemy. Oni mogą zaraz wrócić.
-Nie obchodzi mnie to- wymamrotała Lily i pochyliła się na nim całując w usta.
***

-Hej, Sev?
-O co chodzi, Macnair?
-Kto tu był, co?- zapytał Ślizgon zjadliwym tonem podnosząc z ziemi rozdarty stanik Lily
Snape milczał, ale jego milczenie było odpowiedzią.
-To ta Evans!
Severus skinął głową i uśmiechnął się szelmowsko, a Macnair rzucił się na niego zwalając z nóg.
-Brawo Sev, nareszcie ją zaliczyłeś! Po tylu latach! Niezła była? Ale nieważne, jest twoja! Szybko ci się nie znudzi, niezła z niej dupa! A żebyś ty wiedział, co ja dzisiaj wyprawiałem! Załóż coś i chodźmy na śniadanie, jestem cholernie głodny! Mówię ci Sev, ta dziewczyna z którą byłem, nawet nie wiem, jak się nazywa, ale…
***

Jeśli nie dostanie okresu we wtorek wypije eliksir.
Jeśli nie dostanie okresu w środę wypije eliksir.
Jeśli nie dostanie okresu w czwartek…
Ani w piątek…
Lily odkorkowała buteleczkę i spojrzała niepewnie na Dorcas. Dziewczyna złapała rudą za rękę.
-Będzie dobrze. Wypij to.
Lily wypiła całość za jednym razem i zaczęła się krztusić.
-Niesmaczne.
-W porządku?
-Nie wiem.
***

Ale było w porządku. Wystarczyło się upewnić. Wszystko już było dobrze. Do czasu. Nieuchronnie zbliżał się koniec roku szkolnego, i wakacje, z którymi wiązały się nowe zobowiązania Severusa, które zmieniły bieg wojny.




Edit: Uhm... Zanim przeczytała ten rozdział (jeśli w ogóle przeczyta) Aluś zwróciła mi uwagę, że nie ma tu żadnej fabuły i robi się z tego jeden wielki pornos. Przeszkadza Wam to? Oczywiście fabuła będzie, ale widzicie, ja jestem erotomanką, a w dodatku są wakacje. Nie gniewacie się, co? Przyjmuje zamówienia co do fabuły ^^





*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział III*

*Dnia niedziela, 8 czerwca 2008 o godzinie 22:55:20 *

*Mam tylko 8 komentarzy. *

*komentarze [8]*

No tak. Czas zacząć się produkować. Na reszcie mogę chwilę odsapnąć. Oceny wystawione, w piątek rada. W poniedziałek wyniki egzaminów do hiszpańskiej i IB, w czwartek gimnazjalnych. Wszystko okaże się już niedługo. Już nigdy nic nie będzie niemożliwe.
Chcę móc sama nareszcie decydować. Teraz walczę tylko o swoje życie i nie martwię się o nikogo innego. Nie zależnie od tego gdzie się dostanę wszystko się zmieni. Mam nadzieję, że nie będę z nikim kogo znam w klasie. Chyba jednak nie złożę na humana, tylko pójdę do hiszpańskiej. Wiadomo, że w matfizach są najlepsi ludzie, ale ja i matfiz? A po tym, co widzę, jacy ludzie składają na humany, cóż. No way. Wiem tylko, że wreszcie nie będę się musiała aż tak starać o oceny. Nie ze wszystkich przedmiotów. Matma, fizyka, geografia, chemia, biologia, WF, informatyka- byle zdać. A reszta… zatracę się w tym wszystkim. I nie mówię już o przedmiotach.

Gdzie jesteś, Aluś? Tęsknie za Tobą. Ta notka dla Ciebie. Jak zawsze, choć Ty i tak tego nie przeczytasz. Ah. No i Kareneczka. Jej komentarz mnie natchnął. Te pieprzone ‘dwa komentarze’ doprowadzały mnie do szewskiej pasji.

Pewnie was nudzę. Jeśli tak to po prostu użyjcie tego paseczka z boku ekranu i zjedźcie niżej, a ja tu się trochę poużalam, bo PEWNEJ OSOBY nie ma na gg. To taka ironia losu. Jedyne, co czasem łączy mnie z życiem to owoc ciężkiej pracy jakiejś osoby. Te ileśdziesiąt czy ileśset linijek programu. Tysiące pikselów, miliony słów. I telefon. Nie mogę wyjść na dwór i do niej wpaść, bo moja kochana Aluś mieszka na drugim końcu Polski. Prawda, Honey?

Kończę ten przydługi wstęp i zapraszam. (tak, wiem. Myślę tylko o jednym. No tak bywa xD)







***










Obudził mnie trzask zamykanych drzwi od łazienki. Mary pewnie jak zwykle dokądś się śpieszy. Moja głowa… wczorajszy wieczór. Nic nie pamiętam. Jest mi zimno. Pewnie któraś zostawiła otwarte okno na noc. Zadrżałam
***


Zadrżała.
Ciekawy widok.
Pełen spokoju.
Pieprzonej harmonii.
***


Leżałam tak jeszcze przez kilka minut z zamkniętymi oczyma rozważając czy warto wstać z tego jakże miękkiego łóżka by zaspokoić pragnienie, kiedy poczułam, jak ktoś gładzi mnie ostrożnie po moich nagich plecach. Świetnie, oprócz mega kaca brakuje mi jeszcze tego, by któraś ze współlokatorek okazała się lesbijką.
Zaraz. Wróć. Czy ja przypadkiem nie jestem naga?
O kurwa. Ja. Severus. Czy my? O kurwa. Wspomnienia poprzedniej nocy powróciły do mnie z szybkością błyskawicy. Moja podarta koszula. Parapet. On, ja…
To nie może być rzeczywistość.
Bałam się wykonać już jakikolwiek ruch. Jezu. Może to wszystko okaże się snem i nie będę tak strasznie zażenowana, kiedy spojrzę na swoje odbicie w lustrze.
Raz kozie śmierć.
Zerwałam się z łóżka (tak na marginesie o wiele gwałtowniej niż planowałam) i przez przypadek wywaliłam się prosto na ziemię.
-Ała… - złapałam się za potłuczoną głowę
To nie było przyjemne.
-Gdzie ja… - rozejrzałam się z paniką po pokoju. Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ to nie było moje dormitorium. Byłam w pokoju Severusa
***


Podniosła głowę i zobaczyła siedzącego obok na łóżku Severusa ubranego jedynie w czarne spodnie. Woda spływała z poskręcanych, hebanowych włosów.
Chwyciłam się brzegu ciemnozielonej kołdry, zasłaniając się nią.
***


-Lily, co ty niby robisz?
Poruszyła się lekko.
-Ukrywam się. -Głos był drżący, zupełnie tak, jakby się czegoś bała. Jakby coś silnie przeżywała i próbowała to za wszelką cenę ukryć.
Ukrywasz, mówisz.
-Niby przed kim?
Wystawiła zza łóżka połowę głowy.
-Chyba przed samą sobą.
Co za irytująca dziewucha. No cóż, nic nie poradzę, i tak przecież ją…
-Lily!
-Aaaa…Tak? – zapytała, a kołdra wypadła jej z rąk, przez co zdążyłem uchwycić wzrokiem jej młode ciało, tak mi uległe kilka godzin wcześniej
Lekko zaokrąglone w niektórych miejscach kształty…Zwinność w jej ruchach. I zarazem to Jej paraliżujące niedoświadczenie.
-Nic. Nieważne. Ubierz się, jeśli, hm, coś jeszcze zostało z Twoich ubrań.
-Severus odwrócił się na pięcie i miał najwyraźniej zamiar wyjść (w samych spodniach!), kiedy Lily zapytała o coś co nurtowało ją od kilku chwil:
-Zabezpieczyłeś się?

*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział II*

*Dnia poniedziałek, 19 maja 2008 o godzinie 19:14:24 *

*Mam tylko 4 komentarzy. *

*komentarze [4]*

Niech stracę.
Dla Aluś. Jak wszystko. Nadal szukam skryptu. Szczegóły w notce pierwszej.


***

-Co jakiś czas każdy Śmierciożerca ma wprowadzić do Kręgu nowego.-Zaczął- Mamy wojnę, Sev, a ty zawsze mówiłeś, że nie chcesz być bierny. To… co ty na to?- W oczach Lucjusza kryła się prośba.
-To poważna decyzja- mruknął Severus wpatrując się w jezioro- Wszystko się zmieni, prawda?- zapytał
-Tak
-Będę musiał zabijać.
-I tak już to zrobiłeś. Zawsze interesowałeś się czarną magią, prawda? Nawet, kiedy ja zdawałem SUM-y to ty mi pomagałeś. Sev,
-To zbyt ryzykowne. Jestem jeszcze w szkole.
-Daj spokój, niedługo wakacje. Poza tym, dla Czarnego Pana zrobię wszystko. Po prostu… chciałbym mieć kogoś przy boku. Będziesz żyć z dnia na dzień, to wielka przygoda. Jesteśmy młodzi i bogaci, nawet nie wiesz jak to jest mieć w dłoniach czyjeś życie. To potęga. To władza. Będzie żył tym aż… aż…
Aż jedyną dozwoloną rzeczą w moim życiu zostanie nienawiść.- Pomyślał Severus.
***

Niektórzy ludzie, zbyt mocno pochłonięci przez ciemność, poszukują nowych wrażeń. Aby jak najszybciej zapomnieć o zbolałym sercu i umyśle. Sądzą, że odczucia ciała zmażą choć na chwilę ich codzienne utrapienia. Chcą mieć władzę.
***

-Zgadzam się- powiedział, a te dwa słowa zmieniły wszystko. Nie tylko życie Severusa. Cały bieg Wojny.
Bo czyny wyrażają więcej niż zdania. Tyle słów jeszcze niewypowiedzianych i za mało wschodów słońca obejrzanych przez oczy. Być może nie zdążę wykorzystać życia. To ono wykorzystało mnie.
***

-Nie rozmawialiśmy od TAMTEGO dnia i nie mam zamiaru z tobą nigdy więcej rozmawiać.
-Przykro mi, Lily.
-Nie interesuje mnie to.
-Przepraszam!
-Oszczędź sobie płuc.
Lily owinęła się ciaśniej szlafrokiem i uczyniła krok w tył.
-Wyszłam tylko, dlatego, że Mary mi powiedziała, że zamierzasz tu spać dopóki nie wyjdę.
Severus przygryzł wargę od środka.
-Tak było. Tak bym zrobił. Nie chciałem nazwać cię szlamą, to mi się po prostu...
-Wyrwało, tak?- w jej głosie nie było współczucia- Już za późno. Tłumaczyłam się za ciebie przez kilka lat. Wszyscy się dziwią że
w ogóle z tobą rozmawiam. Ty i ci twoi przyjaciele Śmierciożercy... no i co, nawet nie możesz zaprzeczyć!- w oczach Lily błysnęły łzy-
Nie możesz zaprzeczyć, że wy wszyscy chcecie nimi zostać! Nie możesz się doczekać chwili, kiedy staniesz się sługą Sam-Wiesz-Kogo, prawda?!
***

Chciałem coś powiedzieć. Zaprzeczyć. Ale nie mogłem. Przecież...
Otworzyłem usta, ale zaraz potem je zamknąłem. Nic nie powiedziałem.
***

-Nie mogę dłużej udawać. Ty wybrałeś swoją drogę, ja wybrałam swoją.
-Nie, Lily... proszę, wysłuchaj mnie, ja nie chciałem...
-...nazwać mnie szlamą tak? -teraz łzy płynęły po jej policzkach jak dwa strumienie- Przecież tak nazywasz każdego, kto urodził się w rodzinie Mugoli, Severusie. Czym ja się różnię?
Ja cię kocham, Lily
Dziewczyna spojrzała na niego z pogardą, odwróciła się przeszła przez dziurę na portretem, do pokoju wspólnego Gryfonów.
Severus osunął się na podłogę i ukrył twarz w dłoniach. Zapłakał
***

Gdy tylko drzwi zamknęły się za mną oparłam się o ścianę i otwarcie zaczęłam płakać.
Za każdym razem, gdy GO spotykam ogarnia mnie obezwładniający dreszcz.
Totalnie obezwładniający. Nienawidzę go, za to, jak się zachowuje... ale z drugiej strony...
-Lily?- rozległ się cichy szept. W drzwiach dormitorium chłopców stał ubrany w spodnie od piżamy i narzuconą na gołe ramiona pelerynę Remus.
-Remus? Nie śpisz?
-Niedługo pełnia. Nie mogę zasnąć. Co się stało?
Patrzyłam na niego przez łzy i nie wiedziałam co powiedzieć. Przez gardło przeszło mi tylko jedno słowo:
-Sev.- powiedziałam i zachwiałam się.
W jednej chwili Remus złapał mnie i mocno przytulił głaszcząc po głowie.
-Ciii… już wszystko w porządku, będzie dobrze.
-Dlaczego on mnie tak nazwał, Remmy? Dlaczego? – Lily szlochała już jak mała dziewczynka
-Nie wiem, Lily. Nie wiem.
***

Lily wpatrywała się tępo w butelkę ognistej whiskey stojącej na szafce Dorcas. Była w połowie opróżniona. Wzięłam ją do ręki. A co tam. Grunt, to zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Rozejrzała się po pokoju.
Dziewczyny najwyraźniej gdzieś wyszły. Kolejna nielegalna impreza w Hogsmeade
Chcę zapomnieć o tym, że mi się podobał. A raczej nadal podoba. - pomyślała
Gryfona poczuła ostry zapach alkoholu. Przyłożyła do warg brzeg butelki i pociągnęła z niej spory łyk. Sapnęła, kiedy poczuła w gardle gorąco. Kilka kropel napoju spłynęło po odkrytej skórze.
***

Każdy kolejny łyk, każda następna kropla upajała Lily coraz bardziej. Odurzała umysł, lecz pobudzała serce i ciało do działania.
Po opróżnieniu butelki do końca opadła na łóżko Mary i wtuliła policzek w pluszowego misia. Poczuła chłód na odsłoniętych nogach. Szlafrok zgubił się gdzieś w połowie zawartości i dziewczyna została w samej koszulce nocnej. Swoją drogą bardzo skromnej i prześwitującej.
Była młoda. Za młoda, żeby zrozumieć pożądanie. Może i teraz taka jest. Nie nadaje się na kochankę… A on? Jest od niej straszy zaledwie dwa miesiące. A ona… ona chce tylko jednego pocałunku. Chce sprawdzić, czy mu na niej zależy. Chce wyjaśnienia.
Podniosła się z miejsca, lekko chwiejąc się na nogach. Spojrzała na zegarek. Dochodziła trzecia nad ranem.
***

Zatrzymała się przed kamienną ścianą stanowiącą wejście do pokoju Ślizgonów. I co teraz? Nie znała przecież hasła.
***

Podobno, kiedy czegoś mocno pragniemy cały świat sprzysięga się tylko po to, by nam pomóc. I udaje się nam przywołać do szczęście, którego pożądamy. Tak samo było z Lily.
***

Czyjeś kroki rozległy się w korytarzu. Szybko schowałam się za stojącą nieopodal zbroją.
-Sialalala, pijemy za rozpustwo, pijaństwo i kradzież!- śpiewał zataczający się Avery trzymający w jednej ręce butelkę wódki, a drugą obejmujący jakąś dziewczynę.
-Ej, pamiętasz hasło?- zapytała się ledwo stojąca na nogach ślizgonka.
-Jasne że tak, mała. –czknął- ale idziemy do Ciebie. U nas Severus siedzi od kilku godzin i nie wyściubia nosa zza drzwi. Mowa wężów
Coś we mnie urosło, kiedy tylko Avery wypowiedział te dwa słowa. Po chwili sama stanęłam przed gołą, kamienną ścianą.
-Mowa wężów- powiedziałam, a ściana rozwarła się przede mną ukazując pokój wspólny Ślizgonów. W miarę możliwości skierowałam swoje kroki w kierunku dormitorium chłopców z piątego roku.
***

Wychodziłem z łazienki kiedy ktoś załomotał w drzwi.
-Spieprzaj Macnair! Miałeś być z tą dziewczyną!
Łomot nie ustawał.
Ostrożnie otworzyłem zamek, otulając się jednocześnie szczelniej ręcznikiem.
-Lily!
***

Dziewczyna przytuliła się do niego. Severus odwzajemnił uścisk czując delikatny aromat róż.
-Severus?
-Mhm?
-Muszę wiedzieć, czy ci się podobam. Na twarzy wyskoczyły jej dwa wielkie rumieńce.
-Ah, czy mi się podobasz? Jestem twoim najlepszym przyjacielem, głupia.
-Nie po tym co się ostatnio wydarzyło.
Po tych słowach poczułem jak krew przestała płynąć w mych żyłach. Odepchnąłem ją.
Dziewczyna roześmiała się pociągając za bluzkę tak, by parę guzików odpadło i potoczyło się z hałasem po posadzce. Rozchichotana oparła się o ścianę.
-Dotknij mnie nie tak, jak sobie życzę, albo zacznę się wydzierać, że Ślizgon mnie molestuje. Gwałt i przemoc w szkole. Co ty na to?
-Ciekawe jak wytłumaczysz się, co tu robiłaś.
***

Zachwiałam się na nogach, podobnie jak w dormitorium. Mimo to, dałam radę jakoś wstać. Czułam na swoim całym ciele Jego przenikający wzrok. Przeklęty wzrok.
***

Chłopak dotknął opuszkami palców ramion młodej dziewczyny. Zadrżała. Poczuła zawirowanie w okolicach żołądka i poniżej. Nacisk był coraz mocniejszy i potęgujący. Tym razem to on się uśmiechnął. Złapał ją za ręce i przycisnął do ściany.
-Wiesz, ja chyba… - zaczęła niepewnie Lily, gdy sprawne dłonie natknęły na jej plecach przeszkodę w formie stanika ukrytego pod cieniutką koszulą nocną. Umilkła, kiedy zobaczyła wyraz twarzy swojego przyjaciela. On teraz był władcą.
-Merlinie… - szepnęła tylko, gdy stanik razem z koszulką wylądowały na podłodze.
Zamknęła oczy. Jakiś niewyobrażalny wstyd ją rozpalał od środka. Nie było odwrotu
-Kocham cię- wyszeptał jej Severus do ucha unosząc lekko i sadzając na parapecie.
Lily szarpnęła za ręcznik okalający biodra Severusa. On także wylądował na ziemi.
Jęknęłam cicho, gdy jego wargi musnęły moje piersi. Trochę głośniej, gdy ściągnął mi majtki.
-Zamknij się, dziewczyno.
Gryfonka miała ochotę się roześmiać. W takiej chwili zebrało jej się na śmiech. To wszystko zdawało się być nieprawdziwe, wręcz sztuczne. Normalnie nie oddałaby się żadnemu facetowi. Nie była gotowa.
Dotknął palcami wierzchu jej nóg. Rozchylił bez wahania obie kończyny, natrafiając przez sekundę na mały opór.
-Nie przeszkadzaj.
Niesforny kosmyk włosów opadł jej na czoło. Mężczyzna odgarnął go z jej twarzy i pocałował jednocześnie jednym, mocnym ruchem inicjując akt. Ręce Lily przesunęły się po jego plecach zadrapując je.
Uczucie było dziwne. I trochę bolało. Bała się wykonać jakikolwiek ruch. Trzymała się tylko mocno szyi Severusa, która wraz z pozostałą resztą ciała zaczęła się poruszać w przód i w tył. Pierwsze ruchy były słabe, nieregularne, lecz wraz z narastającą potrzebą spełnienia stawały się silniejsze i bardziej pewne.
Wraz z kolejnymi ruchami w jej ciele, coś w niej rosło. Chciała coraz więcej. Pozwoliła sobie na kilka cichych jęków wymieszanych z szalejącym prędko oddechem. Widziała tylko jego twarz. Jeszcze raz przejechała mu po plecach. Chłopak jęknął cicho.
Chwyciła ostatni głęboki oddech i dała się ponieść wodzom fantazji.
Euforia ją wypełniała.
-Sev… - wydukała, czując nadchodzące spełnienie
Jęknęła. Przez oczyma zawirowało jej kilkadziesiąt iskier. Wygięła swoje ciało w łuk, wychylając biodra pod ekstremalnym kątem, jednocześnie czując w sobie dużą ilość ciepłej spermy. Zsunęła się z parapetu wprost w ramiona Severusa. Zapewne pod wpływem wysiłku i alkoholu natychmiast zasnęła.



*Napisane przez Yvonne*

*Rozdział I*

*Dnia poniedziałek, 19 maja 2008 o godzinie 18:47:27 *

*Mam tylko 1 komentarzy. *

*komentarze [1]*

Zapomnijcie o tym co było.
Zaczynam jeszcze raz.
Wytrwam.
Troszkę niekanonicznie.
Dedykuję Aluś. Najukochańszej i jedynej ;*.
Znów miałam zły dzień. Chodź i mnie psytul, Pikselku.
Przepraszam, że nie ma seksu, jak obiecałam. Będzie niedługo. Zauważ, że umieściłam JEDNAK Lucjusza w jego odpowiednim przedziale wiekowym.

Szukam pewnego skryptu, tzw. 'rozwijanej listy'. Po kliknięciu na napis pojawia się inne menu. Pomocy!

Yhm. Koniec wstępu. Zapraszam. Nie betował nikt.



Dormitorium Ślizgonów z piątego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie było zalane słońcem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pokój wspólny podobno znajdował się w lochach, tak samo jak przylegające do niego pomieszczenia. Jednak ta akurat część lochów, w której znajdowało się dormitorium piątoklasistów wychodziło na stromą stronę klifu, na którym umiejscowiony był zamek.
Severus Snape nie spał. Nie mógł dłużej już walczyć z tym ohydnym słońcem, którego promienie wlewały się na siłę do sypialni chłopców i przedzierały nawet przez grube ciemnozielone kotary. Leniwie odsunął materiał i spojrzał na wiszący na ścianie staromodny
zegar, który to bezlitośnie budził co dzień biednych (i najczęściej skacowanych) młodzieńców. Była szósta rano. Nie chciał wstawać. Było mu dobrze. Błogie uczucie, nad którym rozczulają się tylko osoby zadowolone ze swojego nędznego życia. Powoli wstał i przeciągnął się wyzbywając resztek snu. Pozostała piątka chłopców jeszcze spała. Avery, który wrócił dopiero nad ranem i zapomniał się zasłonić spał we wczorajszych szatach z ciemnymi włosami rozsypanymi na poduszce, obok niego leżała jakaś dziewczyna z piątej klasy. Z łóżek Mulciebera i Parkinsona dobiegało pochrapywanie, a Macnair i Rosier spali na jednym łóżku z butelkami Ognistej w dłoniach. To była długa noc.
Zbliżał się koniec roku szkolnego. Wszystkie egzaminy były zdane, a nauczyciele zadawali coraz mniej prac domowych. Ślizgoni wznowili swoje, co nocne, wypady do Hogsmeade w poszukiwaniu dobrej zabawy. Często dołączały do nich dziewczęta z różnych klas, zdarzało im się nawet balować wspólnie z kilkoma Krukonami. Udawali się zazwyczaj nad jezioro lub do lasu, a czasem do stojącego nieopodal pustego i zaniedbanego domu na obrzeżach Hogsmeade. Nielegalne imprezy w tejże wiosce były odwieczną tradycją Ślizgonów i można by rzec, że wybywali oni masowo z zamku, kiedy tylko nauczyciele odpuszczali z nauką.
Po kłótni z Lily Severus topił smutki w alkoholu otaczając się coraz większą grupą Hogwartckich dziewcząt. A że nie był specjalnie piękny… cóż z tego? Był ślizgonem. Był przyjacielem Lucjusza Malfoya. Był inteligentny, sprytny, pewny siebie i arogancki. I na tyle bezczelny by igrać z ogniem Hogwartu, z Huncwotami. Był gwiazdką nielegalnych imprez rzucającym ciętymi ripostami na wszystkie strony, opowiadającym milion anegdotek o Pedagogach Hogwartu na godzinę i mówiącym z prędkością karabinu maszynowego. W dodatku miał mocną głowę i kilku godzinach picia nadal był na tyle sprawny by uprawiać dziki i namiętny seks w przeciwieństwie do Lucjusza, który na tą przyjemność mógł pozwolić sobie tylko odmawiając ‘tylko tym dwóm ostatnim’ butelkom Ognistej Whiskey.
Śniadanie. Zwykły proces jedzenia. Jedno z kolejnych pragnień marnego ludzkiego organizmu, który trzeba zaspokoić. Tosty z marmoladą? Nie. Bekon? Nie. Płatki? Tak. Dużo mleka. To pomagało, a przecież cały zapas eliksirów na kaca, które na początku tygodnia dostarczył im Slughorn, wyczerpały się w zadziwiająco szybkim tempie.
W Wielkiej Sali nie było prawie nikogo. Stół prezydentialny stał pusty, a tylko kilkoro Puchonów z reprezentacji Quidditcha jadło pośpieszne śniadanie chcąc zdążyć na trening. Nagle w Sali dało się poczuć lekką woń róż, a chwilę potem do pomieszczenia weszła właścicielka owego zapachu, Lily Evans. Severus spojrzał na nią znad posiłku. Miała zapuchnięte i zaczerwienione oczy. Płakała? Chłopak chciał coś powiedzieć, zawołać, ale ona odwróciła się i niemal podbiegła do stojącego po przeciwległej stronie komnaty stołu Gryfonów. Chwyciła w jedną dłoń kilka tostów, a w drugą słoik z marmoladą i już jej nie było. Severus westchnął. Brakowało mu Lily, ich rozmów, wspólnego spędzania czasu… Jej radosnego szczebiotu i opowieściach o wszystkim i o niczym. Żałował. Za dużo słów. Wstał i skierował swe kroki na błonia.
Kolejny płatek kwiatu opadł bezszelestnie na ziemię. Opadł delikatnie, niczym najsubtelniejszy tancerz, wykonujący swój ulubiony repertuar. To było tak piękne i jednocześnie pełne żalu. Żalu, pojawiającego się wraz z uschniętymi gałęziami drzew, które od niedawna zazieleniały się i obsypywały kwieciem.
Od strony bramy nadchodziła tajemnicza postać. Jej platynowe włosy powiewały swobodnie na wiosennym wietrze...



__________________________________________________
/do szablonu użyłam grafiki Nachan/
/kod html, przystosowane do przeglądarki internet explorer/
/czcionka verdana, 14px/
/wielkość szablonu to 800 x 1040 px/
/dostosowane do rozdzielczości 1024 x 600px/
/TYLKO i WYŁĄCZNIE na potrzeby TEGO bloga/
/wszelkie postaci użyte w opowiadaniu są własnością J.K Rowling bądź zostały wykreowane przez wyobraźnię Yv./
__________________________________________________








Nawigacja
×Jesteś tu gościem
×Księga gości


Ważne
×O mnie
×Spis rozdziałów


Inne opowiadania mojego autorstwa
W budowie


Ludzie
molekuly-emocjiwskaż mikareneczkagloomdangerous---gamekate-moosdziennikbridgestajemnicze--oceny


Inne
Moje szablony (only by me, jeśli je weźmiecie, piszcie w księdze)
Oceny blogowe. Papierowy, ładny.
Draco- Hermiona. Długo się ładuje, ale jest całkiem ładny.

Ja.
Deviantart.

Ocenili mnie
Oceny fanfiction: Sen Marii Zuzanny
Szczere-oceny: Ocena Bardzo dobra, #25
Oceny fantasty: Dostałam siódemkę i trafilam do najlepszych <3
Oceny-h-p:Bardzo dobry.
Sprawiedliwe oceny: 5




Poprzednie odsłony bloga
×Odsłona pierwsza